ZWIERZĘTA W POLICJI – czy muszą umierać psy służbowe i czy muszą ginąć niewinni ludzie?

Stwierdzenie „mądry Polak po szkodzie” określa nas jako naród bardzo trafnie.

Przykładem sprawa zamordowanego chłopca Kamilka – gdy się zdarzyło, powstała nawet ustawa. Jakby to straszne wydarzenie spadło z nieba.

Tak samo jest w przypadku psów związanych z policją. I niezrozumiałej solidarności zawodowej, która powoduje zamiatanie problemu pod dywan i dopuszcza kłamstwa i manipulacje, żeby tylko znęcanie się nad psami służbowymi nie skończyło się skazaniem policjantów.

Pół roku temu media i wielu ludzi było wstrząśniętych „ugotowaniem” dwóch psów policyjnych w policyjnym samochodzie przez policjantów. Zapowiadano postępowania, działania, komunikowano opinii publicznej, że winni poniosą karę.

Ponieśli? Nie.

Co więcej, od maja jako fundacja jesteśmy stroną w tej sprawie i do tej pory nie byliśmy w stanie ustalić gdzie są akta sprawy, do których dostęp mamy prawo mieć. Nie wiedzieliśmy również, która jednostka policji prowadziła sprawę, ponieważ wielokrotnie przekazywano nam nieprawdziwe informacje. Pojawiły się już trzy lokalizacje – Piaseczno, Warszawa i Poznań. Odmawia się nam informacji i próbuje bezprawnie wykluczyć z postępowania w charakterze pokrzywdzonego.

Prokurator nadzorujący postępowanie odwołuje się do brzmienia przepisu, które nie obowiązuje od wielu lat i na tej podstawie odmawia nam dostępu do akt sprawy.

Nanson i Piorun służyły społeczeństwu, ich szkolenie było drogie. Piorun stracił życie, a Nanson ledwie przeżył, bo zapakowano je do blaszanego samochodu, bez dostępu powietrza i w ciasnych klatkach.

Ktoś w Poznaniu podjął decyzje, żeby łamać przepisy i transportować psy w warunkach narażających ich życie i zdrowie, inny ktoś przez 300 km nie sprawdził jak znoszą podróż. Piorun umarł w męczarniach, Nansonowi udało się cudem przeżyć.

A teraz robi się wszystko, żeby organizacja społeczna nie drążyła tematu. Nie pozwolimy na to.

 

Zagryzienie człowieka przez psy zawsze rodzi pytanie – dlaczego się to stało?

Pies to nie dziki drapieżnik, jeśli atakuje to zawsze gdzieś zawinił ich właściciel czy opiekun.

Przypadek z Zielonej Góry to dramat, który nigdy nie powinien się zdarzyć. I nie zdarzyłby się gdyby policja zachowywała się jak policja, a nie chroniła kolegę emeryta, u którego na strzelnicy można było sobie postrzelać.

Psy atakowały i raniły ludzi kilkukrotnie, ale właściciel był ewidentnie chroniony. I znów, jak w sprawie Kamilka, musiała wydarzyć się niewyobrażalna tragedia, by nagle organy się obudziły.

W tej sprawie też będziemy.

 

powered by QuickCMS