INTERWENCJA W PIEKLE DLA ZWIERZĄT - RADYSY 2020

17 CZERWCA 2020 ROKU TO PRZEŁOMOWA DATA W OCHRONIE ZWIERZĄT.

Tego dnia Fundacja MONDO CANE, Pogotowie dla Zwierząt, OTOZ Animals, TOZ Suwałki, Stowarzyszenie Św. Franciszka i Otwocki Zwierzyniec, w asyście policji i prokuratora, weszły do makabrycznego schroniska w Radysach, o którym słyszał  każdy kto kocha zwierzęta.

Sprawa interwencji rozpoczęła się ponad 2 tygodnie temu, gdzie 5 organizacji, prokuratura i policja w Olsztynie wspólnie postanowili zapoczątkować koniec piekła dla zwierząt.

W absolutnej tajemnicy, w atmosferze zaufania uzgodniliśmy wtedy jakie podejmiemy działania i rozdzieliliśmy zadania.
Sprawa była objęta absolutną tajemnicą, nawet w naszej Fundacji wiedzieli o niej tylko ci, którzy zostali wytypowani do uczestnictwa w interwencji.
Od pierwszego spotkania wiedziałam i czułam, że musi się udać. Profesjonalizm prokuratury i policji był niespotykany, zrozumienie wśród organizacji i skupienie wokół celu również.
W celu zachowania tajemnicy do ostatniego momentu nawet miejsca naszego zakwaterowania były różne i znacznie oddalone od Radys i Białej Piskiej.

To do czego dążymy to zlikwidowanie Panu Zygmuntowi D. możliwości zarabiania na zwierzętach, uzyskanie prawomocnego wyroku skazującego za znęcanie i sądowy zakaz prowadzenia działalności związanej ze zwierzętami.

I wtedy gminy przestaną napychać mu kieszenie społecznymi pieniędzmi. Nie ma mowy o „przejęciu” schroniska, bo to jego prywatna własność. 
Dodatkowo, mało kto zdaje sobie sprawę z tego, ile kosztuje prowadzenie interwencji – szykujemy się na ponad rok mrówczej pracy i odbieranie kolejnych zwierząt, koszty osiągną poziom kilkuset tysięcy złotych.

Kosztuje wszystko – przejazdy, transporty, kompletowanie materiału dowodowego, weterynarze, behawioryści i biegli.

A TAK BYŁO

Wczoraj czyli 17.06.2020 r. o godz. 6.00 policja w sile kilkudziesięciu funkcjonariuszy weszła do schroniska, zabezpieczyła teren i nie dopuściła pracowników i właściciela schroniska do zwierząt.
Godzinę później odbyła się odprawa, gdzie podzielono nas na zespoły, rozdano krótkofalówki, identyfikatory i ustalono procedury. W każdym zespole był technik policyjny, policjant lub dwóch, fotograf, dwie osoby z organizacji, lekarz weterynarii i zooopsycholog.

Zespołów było 8, dodatkowo grupa koordynująca.
Jednocześnie policja pilnowała terenu schroniska, przeprowadzała przeszukania i czynności związane z dokumentacją, zabezpieczała dowody i trzymała pracowników z dala od zwierząt i kojców.
Zostaliśmy rozdysponowani do sektorów schroniska i rozpoczęliśmy ewidencjonowanie psów. Każde zwierzę było dokumentowane, opisywane, wstępnie badane, sprawdzaliśmy też chipy.

W przypadku zakwalifikowania zwierzęcia do odbioru, przez krótkofalówki wzywaliśmy biegłą sądową, powołaną przez prokuraturę. Biegła podejmowała decyzję czy zwierzę kwalifikuje się do odbioru.

To była mrówcza, wielogodzinna praca w upale, do „opracowania” było prawie 2000 zwierząt.
Większość psów była niezaczipowana, niekastrowana, przerażona i wycofana. Betonowe kojce małe, na betonie walały się resztki pożywienia, które dostają psy – surowe, śmierdzące zwierzęce wnętrzności. W upale prawie 30 stopni. Za budy w kojcach robiły przegrody z desek z dziurą.

Do tego były rzędy pustych kojców, a w innych na przestrzeni 4 m.kw. były np. trzy owczarki niemieckie.

Pierwsze co się myśli widząc to, to celowe rozmieszczanie zwierząt w ten sposób, by eliminowały się same. Znaleźliśmy trzy martwe psy, jeden już prawie zmumifikowany – jak można było go nie zauważyć? Czy to oznacza, że do tego i sąsiednich kojców nikt nie zaglądał przez całe dnie? Nikomu nie przeszkadzał smród rozkładu?
Wiele pytań można by zadać, ale jedno jest kluczowe – dlaczego ludzie tak dręczą żywe istoty? Dlaczego te stworzenia karmione były padliną, podczas gdy Dworakowski osiągał przychody rzędu kilku milionów rocznie? Dlaczego siedząc pod nadzorem policji w biurze nakazał natychmiastowy zwrot starej taczki, w której schładzaliśmy psa z udarem i temperaturą ponad 40 stopni? Po co mu była ta taczka?
Radysy to piekło, to obóz koncentracyjny dla zwierząt. I musi zniknąć z powierzchni ziemi. A samorządy powinny zmądrzeć. Bo też poniosą odpowiedzialność, tak jak Powiatowy Lekarz Weterynarii, w sprawie którego toczy się już śledztwo.
Zygmunt D. został aresztowany na 3 miesiące, otrzymał na zarzuty, policja pilnuje mordowni, my staramy się odpocząć i gromadzimy materiał dowodowy.
I obiecujemy, że postaramy się zabrać stamtąd wszystkie zwierzęta, ale musicie nam dać czas. Nie przyspieszymy wszystkiego, procedury i prawo muszą być przestrzegane.
Jesteśmy w stałym kontakcie z najlepszym w Polsce prokuratorem, współpracujemy jako organizacje i mamy plany.

Nie możemy jednak pisać publicznie wszystkiego – w zasadzie niewiele możemy pisać. Ale to dla dobra sprawy – ujawnianie danych z postępowania to przestępstwo, a prokuratura prosi o ograniczenie informacji. I robimy to wszystko po to, żeby sprawa zakończyła się po naszej myśli.
Jeśli popełnimy błąd – możemy przegrać, a tego nie chcecie ani Wy, ani my. Zaufajcie.
Będziecie zadowoleni.
My się wyśpimy, chociaż trudno spać, gdy masz przed oczyma ten schroniskowy koszmar, ja mam przed oczyma małego psiaka, którego wyciągałam – z odgryzionym nosem i kawałkiem górnej szczeki, który nie mógł nawet gryźć…. Inni zapamiętali pewnie psy w konwulsjach, ciepłe jeszcze zwłoki szczeniaka lub coś innego. Każdy z nas był w piekle i ma w tej chwili swoje piekło w głowie.
W schronisku była umieralnia, temperatura ponad 40 stopni, nazywano to szpitalem. I tam było najgorzej – to zapamiętamy wszyscy – nosówka, parwowiroza i umierające zwierzęta.

Wyciągnęliśmy 70 zwierząt. Są już bezpieczne. To nie koniec.

A ciebie potworze D., myśliwy i oprawco, niech piekło pochłonie, bo ziemskiej sprawiedliwości zawsze będzie dla ciebie za mało.

powered by QuickCMS